Autor
Margaret48

Margaret48


Margaret48 Papużkowa rodzinka

Nowości o mojej parce. 21-07-2011

Pola i Poldek maja się dobrze. Pola go troszkę próbuje zdominować, jak to samiczka, ale Poldek jak może tak się jej nie daje.

Kilka dni temu Pola odważyła się na niesmiale loty po pokoju, a od tej pory już czwarty raz sobie swobodnie poczynała w powietrzu.

Poldek pokrzykiwał na nią z klatki, ale sam się nie odważył wyfrunąć, chociaż widać było, że bardzo chce, ale dzisiaj zaszła zmiana, bo jednak dał się skusić i obydwoje latali jak szaleni po pokoju. Mieli tylko kłopoty z owrotem do klatki, bo...tak...od tego może powinnam zacząć. Otóż chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle: zawiesiliśmy im budkę lęgową (no musze zwalić na męża, bo faktycznie ja chciałam odwrotnie) na drzwiach, które powinny być ich wyjściowymi. Jednym słowem - klatka wogóle była odkręcona tak, że tylna ściana z drzwiczkami na środku była całkiem z tyłu i na niej wisiała budla lęgowa, a do dyspozycji były tylko boczne drzwiczki, które odchylały się nie w tę strone co trzeba, czyli do pokoju i jak papużka chciała wlecień akurat nimi to się zamykały, papuga głupiała i znów wylatywała na pokój....Obłęd! Sa też górne wiegachne odrzwia, wiadomo, ale klatka jest wstawiona jakgdyby w półkę i tak dosłownie do niej pasuje, że nie można tych odrzwi otwierać (no, chyba, że tylko na tyle, na ile pozwala odległość od dachu klatki do półki następnej na górze. Następny obłęd!

No i dzisiaj jak widziałam jak sie męczą, żeby wrócić do klatki, to przestawiłam ją wreszcie tył-naprzód, czyli prawidowo i nareszcie wszystko gra. Mało tego, to papużki dosłownie bez problemu wróciły do klatki w ciągu kilku minut, a Pola to nawet takim lotem prosto do tego otworu, czyli drzwiczek - jak strzała dosłownie.

Domek lęgowy przewiesiłam, z niemałym wysiłkiem,  na lewo i teraz widzę, że Pola sprawdza czy tam wszystko w porządku. Zamiast najpierw zjeść coś to najpierw porządki robi. I widzę, że cakiem dobrze to zmieniłam.

Mam kłopot z kwiatkami, bo na dużym filodendronie papużki lubią siadać, ale jest trujący. Gdyby dodłubały się do soku z tych łodyg to - kaplica. Gardełko spuchnie i ptaszek padnie. POczekam na męża i chyba będziemy wyprowadzac pana filodendrona gdzieś, bo i tak juz się nie mieścił w pokoju. No i jeszcze jedno zielsko wiszące w doniczce. To taki Cisus czy Roicisus, nigdy ich rozróżnić nie mogłam. Chyba przestwia go do drugiego pokoju i już.

Pola teraz wcina, bo pewnie głodna. No jasne, przez kilka godzin po pokoju latać. Nic dziwnego.

 

 





Normalne popołudnie.... 29-06-2011

Uffff, nareszcie jakoś się zabrałam do tego pisaania, bo tez jakoś z czasem ostatnio nie wyrabiam. Niby pracuję w domu, a jak przyjdzie co do czego to dla siebie nawet czasu nie mam zbyt dużo. Mąż zawsze podkreśla, że co jak co, ale dotarcie do pracy zajmuje mi chyba najmniej czasu, bo komputer mam praktycznie w sypialni.... :D , więc tylko szybki bieg do łazienki rano i....już mogę siadać do biurka. Niby tak, ale po spędzeniu przy tym biurku kilku, lub kilkunastu godzin muszę zabierać się za pracę na następnym "etacie", czyli normalne domowe obowiązki.


Klatka z papużkami jest w zasadzie w zasięgu mojego wzroku, a nawet rąk podczas tej mojej pracy przy komputerze, więc mogę przez większość dnia je obserwować. To mi daje przynajmniej jakiś obraz tego co robią i jak się zachowują. Okno koło klatki jest teraz cały dzień otwarte, chyba że pada, albo w pokoju zaczyna być tak gorąco, że lepiej jest je po prostu zamknąć, bo przynajmniej w ten sposób mogę obniżyć temp. w pokoju. Niedaleko stoi też wentylator i jak widzę, że w pokoju jest mało powietrza to robię sztuczny "wiaterek". Zaraz za chwilę widać, że im to odpowiada, bo zaczynają w klatce się ruszać, a tak siedzą ospałe i nie stać ich na żaden ruch.


Rzeczywiście moje papugi pierzą się na całego i chyba nie ma dnia żebym nie latała ze szczotką albo szmatą i nie zbierała piórek, ale ogólnie da się z tym wytrzymać. Tylko przeczytałam gdzieś w necie, że jak się pierzą, to nie jest na pewno czas na lęgi i dlatego chyba samica niechętnie przyjmuje zaloty samca. Nie odpycha go zdecydowanie, ale daje mu odczuć, żeby się jej zbytnio nie narzucał. Czasem dają sobie "dzióbka", a czasem Pola robi głową takie ruchy jakby go chciała dziobnąć (chociaż tego nie robi...no, ostatnio widziałam, że jak jej nachylił głowę do skubania to jednak chyba go trochę dziobnęła :roll: ). Przypisuję te jej gest temu jej charakterkowi. Często przybiera też taka wynioslą postawę, tzn. prostuje się stanowczo, tak jakby chciała pokazać ile ma wzrostu :lol: i łepek trzyma bardzo zadzierżyście do góry. Też gdzieś czytałam, że ta postawa ma znamionować wyższość nad partnerem albo innymi osobnikami. To potwierdza to co pisałaś, że samica potrafi być tez inteligentna (nie tylko wredna...).
Ostatnio - od kilku dni - Pola zaczęła niesamowicie wykrzykiwać od samego rana (ma tak donośny głos, że chyba umarlaka by wkurzyła tym pokrzykiwaniem... :lol: ), a my nie wiedzieliśmy jak się zachować. Te jej wykrzykiwania mogą czasem trwać nawet kilka godzin.
Dopiero poszperałam w internecie i okazało się, że w normalnym środowisku papugi tak się nawołują i jeśli my zwracamy w jakiś sposób na to uwagę, to papuga zauważa, że jej krzyki dają pozytywny efekt, skoro przychodzimy do klatki i mówimy do niej (samicy) "no czemu krzyczysz?", albo "przestań krzyczeć", a ona odbiera to tak, że przyszliśmy na jej zawołanie.
Trzeba postępować odwrotnie. Jak zaczyna krzyczeć, to jak najbardziej ignorować jej zachowanie, a jak pięknie śpiewa albo popiskuje to próbować z nią utrzymywać jakiś słowny kontakt. Trudne zadanie, ale ja już zaczęłam to "tresowanie", bo jak tak dalej Pola będzie wrzeszczeć, to sąsiedzi na pewno nie pozostaną obojętni. Dobrze tylko, że robi to tylko w ciągu dnia. Wieczorem nie ma już tych wrzasków.
Gorzej, że czasem nie mogę odejść rano od komputera jak ona tak wrzeszczy, więc tylko próbuję nie zwracać na nią uwagi (ale powinnam wyjść najlepiej z pokoju...). Jak gdzieś dzwonię, to muszę wyjść z pokoju, bo nie słyszę rozmówcy! Ha! :lol:

Nieźle, nie?!

 

Jak ktoś chce może tu o tym poczytać: http://papugi.resnet.pl/artykuly/KrzykiSM.htm

 

Ja nie wyciągałam tych zielonych karmidełek z klatki. A niech tam są. Mnie nie przeszkadzają, a i tak w tych miejscach nie dałoby się od środka dać tych nowych karmników, bo są o wiele większe i akurat jedna ich strona byłaby na drzwiczkach, które są pomiędzy karmnikami zewnętrznymi. Na filmikach zresztą chyba widać jak to teraz się przedstawia.
Jeśli chodzi o karmę, to daję im trochę tej z miodem do normalnej standardowej (mniej więcej jedną łyżkę na dość spory pojemnik - wg mnie mieści się tam ok. szklanki pokarmu) i to nie za każdym razem, więc chyba nie przytyją tak szybko. Zresztą wariują po tej klatce po parę razy dziennie i chyba spalą te kalorie jakoś.
W dalszym ciągu Poldek nadskakuje Poli, a popołudniu albo wieczorem wyśpiewuje serenady.
O rany burza u nas i papużki się schowały w kącie...Grzmi jak diabli. Burza przerwała mi to pisanie. Tak "waliło", że wolałam wyłączyć komputer. Były u nas przypadki, że mimo zabezpieczeń ludziom rozwalało różny sprzęt elektroniczny, więc wolę nie ryzykować. Papugi bały się okropnie. Pola weszła aż w karmnik całym kuprem i przysiadła tak wyglądając skądś ratunku... :D Uspokajałam je trochę, ale chyba niewiele do nich trafiało przy takich grzmotach. Za to teraz rozćwierkały się na dobre. Szczególnie Poldek, bo Pola na zmianę - albo przy karmniku, albo na dole klatki podskubuje wapno, albo...papier :lol: . Rozrabiaki i tyle! Więcej teraz piją, bo w pojemniku szybciej wody ubywa. Normalnie - lato. Każde stworzenie w tym czasie pije na umór, nawet te malutkie stworzonka.

 

Ciekawostka - Pola chyba lubi się kąpać bardziej niż Poldek. Teraz tez widzę, że ma cały brzuszek mokry i pozlepiane piórka, chociaż nie zdążyłam zauważyć kiedy w tej wanience siedziała. Może dlatego teraz taka żwawa i lata po klatce jak szalona.
Pisałam już kiedyś o Poldku i huśtawce? No bo huśtawka to chyba naprawdę jego zabawka. Czasem buja się na niej dość długo i co chwila na niej siedzi. Pola nie bardzo. Ale kiedyś nie wytrzymała i próbowała się dostać na huśtawkę w momencie jak tam siedział Poldek. Zrobiła to jak prawdziwa akrobatka, bo najpierw chwyciła dziobkiem i pazurkami prawy drut od huśtawki i tą drogą zeszła na drążek od huśtawki obok Poldka. Powtórzyła ten wyczyn dwa razy jakby chciał udowodnić i sobie i Poldkowi, że to dla niej bułka z masłem. Rzecz w tym, że siedzisko od huśtawki ma taką szerokość, że nie była pewna czy trafi tam, jeśli spróbuje podfrunąć bezpośrednio.
Klatka jest na tyle szeroka, że papużki fruwają sobie z jednej strony na drugą po kilkanaście razy czasem nawet mijając się w locie. Warto było dać im takie większe "mieszkanie".
A tu filmik, który nagrałam wczoraj popołudniu, na którym widać i słychać jak bardzo ta moja parka potrafi być ruchliwa i głośna. Czasem przydałyby się jakieś stopery do uszu.
http://www.youtube.com/watch?v=dzM4Ovuk0aw

 

Wiadomość z ostatniej chwili: Pola ciągle wchodzi do budki lęgowej i coś tam w niej dłubie, bo słychac tylko stukanie dziobkiem, a Poldek też się tym interesuje, bo zaglądał za nią do budki jak tam się całkowicie schowała. Kto wie...może coś z tego będzie...O czym niechybnie was powiadomię.

A jutro pobiegnę do sklepu kupić jakąś podściółkę do tej budki. Nazwijmy ją umownie jednak kadłubkiem. Bylebym zdążyła...Skąd mam wiedzieć czy juz tych jajek nie znosi skoro od pół godziny ciągle siedzi w tym kadłubku!?....... Pomocy!




Poldek wyśpiewuje Poli serenadę... 16-06-2011

Dla dobrej klasy śpiewaka 40 min występu to bułka z masłem...Poldek też tak potrafi. Ja już zgrałam ten film, a on cały czas ciur-ciurlika i tre-leluje i gwiżdże i....sama już nie wiem skąd mu się bierze taka różnorodność tych dźwięków wydobywanych z gardziołka. Chociaż...pewne podejrzenia mam. Małpuje ptaki zza okna, bo codziennie słyszy ich śpiewanie, szczególnie rano     i wieczorem. Ale papug talent śpiewaczy ma bezsprzecznie... 

 

http://www.youtube.com/watch?v=BXIPf0tTuao




Papużki na nowym miejscu 15-06-2011

10 czerwca 2011 (piątek)

 

Moja znajoma miała smutne przejścia ze swoimi papużkami. Wyrazy współczucia. Jedna samica ze starości padła, a druga pewnie była za młoda na zaloty i też. Teraz już wiem jaki samiec potrafi być niespożyty pod tym względem, więc wcale się nie dziwię. Czasem potrafi od samego rana nadskakiwać samicy, śpiewać takie niesamowite trele, że aż dziw, że ta samica to wytrzymuje. Ja prawdę powiedziawszy też nie jestem pewna czy ta nasza Pola nie jest za młoda, bo to że udaje brak zainteresowania to wiem też z internetu, ale czasem to wygląda chyba bardziej na to, że chciałaby się z nim bawić niż na jakieś gry miłosne, ale mogę się mylić. Aż tak dobrze się na tym nie znam. Wiem, że odkąd wstawiłam im ten domek czyli od wtorku są zupełnie inne. Najpierw samiec szalał i nadskakiwał samicy, a teraz jakby oklapł. Czasem jeszcze się zrywa i próbuje tych swoich sztuczek, ale chyba bez sukcesu. Dziś najpierw (już drugi dzień) obudziły mnie koło 6 rano, i sąsiadów chyba też, bo wydaje mi się, że jeden sąsiad pukał aż po 6-tej czymś w podłogę, bo to najlepsze godziny do spania, a one się coś tam wykrzykiwały do siebie (i to już tak któryś dzień z kolei, bo ja z reguły siedzę przy komputerze w drugim pokoju, ale jak jest taki wrzask to lecę do nich sprawdzić co się dzieje. Bo to naprawdę słychać jakby się kłóciły, albo wrzeszczały na siebie. Potem wystawiłam klatkę jak najbliżej okna (na desce do prasowania, ha!  przysuniętej do parapetu, bo z parapetu bałam się, że spadnie, bo jest dość wąski) i wisiały pazurkami na klatce na tej stronie od okna i przyglądały się wszystkiemu za oknem, a na każdy nowy dźwięk wykrzykiwały te swoje dźwięki przestrachu czy zdziwienia (czasem jak jestem w pobliżu, to mam wrażenie, że szukają mnie wzrokiem żeby potwierdzić, czy ja też to słyszą co one), a potem jak je już przestawiłam na ich miejsce to latały jak szalone z jednej strony klatki na drugą, bo teraz jak klatka jest większa, to maja pole do popisu w tym względzie. Teraz siedzą już od godziny jakieś osowiałe i widziałam przed chwilą dość długie pióro w klatce od samca (!), a drugie mniejsze na dywanie, więc chyba to jednak miłość nie jest  ....i muszę zwrócić baczną uwagę co one robią jak tak wrzeszczą, bo boje się, że Poldek tak wkurza Polę, że dochodzi do jakichś bójek, a ja tego nie widzę. Ale samica też potrafi go wkurzyć, bo np. są dwa karmniki i mogą sobie swobodnie jeść równocześnie, ale czasami jest tak, że samica przeszkadza Poldkowi cokolwiek zjeść. Jak on podleci do jednego karmnika to samica zaraz za nim i go spycha, no to on ulegle poleci do drugiego, ale ta "małpa" przyleci tez zanim i znów sytuacja się powtarza. Nie wiem co o tym myśleć. Czasem zadaję sobie pytanie, czy są w ogóle samice "nie-wredne"? Bo jak tak obserwuję, to wszyscy narzekają na samiczki. Ja te nasze papużki porównuję charakterami do choleryka i flegmatyka..., a przecież wiadomo, że takie dwa charaktery napewno się pod jednym dachem nie uchowają.
I co tu zrobić jak tak będzie dalej i się będą źreć, a nie lubić? A tak już było fajnie! To chyba Poldek taką atmosferę robił, a samica udawała, że jej pasuje. Chyba, że albo 1. jest za młoda, albo 2. nie lubi Poldka i już. Poldek jest od niej trochę większy, no ale to samiec, to może dlatego. Jak tu ocenić wiek takiej papużki? Może ona faktycznie jest za młodziutka jeszcze. Matko! same dylematy!
Poldek też potrafi takie łamańce robić na tych kratkach od klatki, że czasem zachodzę w głowę jak sobie karku nie skręci, bo niczego się nie boi i wisi albo do góry nogami, albo buja się na huśtawce a potem jak błyskawica leci na ścianę. Parę razy już widziałam, że spadł na dno klatki tylko po jakoś się skrzydłami podratował i nic mu nie było.
Ty też zaobserwowałaś kiedy, że takie długie pióra sobie ptak wyrwał (może w walce, ale to przecież te pióra, które sterują ogonem, albo jakieś główne w skrzydle)?
Za chwilę ja przez te papugi dostanę zawału! 
Ze sprzątaniem oczywiście sobie poradzę. Nie ma tego tak wiele mimo wszystko. No, raz na kilka dni trzeba porządnie wysprzątać dno klatki, bo inaczej jak latają to wszystko fruwa na boki, ale poza tym to mniej chyba roboty niż przy takim np. kocie. I jak słusznie zauważyła moja Znajoma - radości co niemiara. Ja chodzę po mieszkaniu i z nimi gadam. Pewnie jak by ktoś podsłuchał to by się nieźle uśmiał, ale jestem sama w domu przez większość dnia i to chyba dlatego. Poza tym jak zawołam - Pola!, to ta się przynajmniej jakkolwiek, ale odezwie, choćby mruknięciem. A wczoraj Poldek pozwolił mi się pogłaskać po brzuszku, bo tak wisiał na przedniej ścianie klatki i się zdziwiłam, że nawet nie drgnął. To może nie będzie tak źle....Żeby tylko ta papuga mu tak nie dokuczała, no i żeby ten nie dostawał amoku z powodu tych zalotów. Swoja drogą to takiego koncertu nie słyszałam dawno. Żeby w takim malutkim gardziołku tyle się treści mieściło! No, no! 
Ufff. ale się rozpisałam.
 
 

 

 

RADA MOJEJ ZNAJOMEJ


1. Domek lęgowy (po śląsku "kadłubek") najlepiej umieszczać nie na dnie klatki, z którego papużki mało korzystają, ale wieszać najlepiej na zewnątrz klatki na odpowiedniej wysokości.
2. Samiczki potrafią udawac niedostępne. Lubią takie gierki. 
3. Papużki potrafią wydawac różnorodne odgłosy, nawet alarm samochodowy, a także różne odgłosy zza okna albo nasze często powtarzane słowa.
4. Jesli chodzi o bałagan z piór, to nie ma na to lekarstwa! Sa okresy, że papużki pierza się mniej, ale czasami może być pierza więcej. Rozsypuje sie ono i rozprzestrzenia szczególnie podczas lotów papużek w klatce. Dochodzą do tego puste łuski po ziarnie. Tylko częste sprzątanie i odkurzanie może temu zaradzić, a dno klatki możemy spłukiwac pod bieżącą wodą. Całą klatkę też, jeśli oczywiście ptak akurat znajduje się poza nią.
Zalet papużki mają dużo więcej, więc nie ma co się martwić.
 

 

 

 

15 Czerwca 2011 r. (środa)

Papużki już na nowym miejscu. Przyzwyczaiły się i całkiem im tu dobrze. To zaraz widać po zachowaniu. Nie są już takie niespokojne i co ważne, są bliżej mojego miejsca pracy, czyli w pokoju, w którym przebywam większą część dnia. Przedtem musiałam biec do drugiego pokoju, jak słyszałam jakieś wrzaski w klatce, albo poprostu zaglądać co robią. Teraz mam je na wyciągnięcie ręki i w zasięgu wzroku. Śpię nawet w tym samym pokoju. Już zdążyłam zauważyć, że jak mam zaciągnięte zasłony i w pokoju jest cisza, to mnie nie budzą. Czasem słyszę, że chyba chętnie by już zaczęły się ruszać po klatce, ale jeśli ja nie wstanę, to ich tez nie słychać. Jak wstaję to odsuwam zasłonę (klatka jest umieszczona we wnęce starej meblościanki blisko okna, tak że jak zasłaniam okno to one chyba to traktują jak pora spania) i okno, a one natychmiast rozpoczynają swoje normalne codzienne czynności.
Znów się martwię, bo wczoraj musiałam im przewiesić karmidełka z jednej ściany klatki na drugą, a na to miejsce powiesiłam poidełka z wodą, ale inaczej nie mogłam, bo podczas lotów w klatce wszystkie śmiecie na biurko mi fruwały. No i kupiłam wczoraj dwa wewnętrzne karmniki i będę mogła je powiesić wewnątrz klatki. To też chyba zlikwiduje połowę tych łusek, które spadają na zewnątrz klatki. Tylko te karmniki są sporo większe i teraz się głowię, czy nie wystarczy im jeden, a drugi zostawię np. na miękką karmę. Jest tez problem z tymi dziurami po mniejszych karmnikach, bo po każdej stronie klatki były dwie dziury i dwa karmniki w tych miejscach, a ten stelaż na których wiszą karmniki trzeba usunąć, żeby powiesić wewnątrz te większe. No i te stelaże nie dadzą się tak łatwo usunąć. Trzeba je chyba jakoś obciąć. Musze poczekać do piątku, jak przyjedzie mąż to coś wykombinuje, bo sama nie dam rady.
Zapomniałam napisać, że po wstawieniu klatki na nowe miejsce okazało się, że brakuje dosłownie 1,5 cm wysokości żeby klatkę tam umieścić. No i musieliśmy całe dno klatki, oprócz tego wkładu wyjąć, bo inaczej to byłoby niemożliwe. Teraz trzeba tak zabezpieczyć pierwsze centymetry dołu klatki żeby łuski nie wypadały na zewnątrz. Ten wewnętrzny karmnik napewno będzie najlepszy.
W nowym miejscu mają też budkę lęgową (czyli kadłubek - to chyba śląska nazwa) zawieszoną na tylnej ścianie klatki mniej więcej na połowie wysokości. Zaglądały już do niej, a czasem siadają na tej żerdce, która wystaje z budki, ale narazie nie widać żeby zabierały się za jakieś jej urządzanie. Teraz już kiedy chcą mogą się z niej skorzystać. Jednak nie może ona stać na dnie klatki, bo ptaki muszą mieć ją wyżej (w naturze też przecież budują gniazda wysoko). Nie wiem tylko co im do klatki w razie czego podrzucić, żeby miały co do tego kadłubka nosić. W jednym rogu klatki mają kilka źdźbeł trawy. Jak zauważę, że coś z tym działają to trzeba będzie im coś podrzucić.
Pola wczoraj skubała papier (biały, taki zwykły do wydruków) z dna klatki.

 

link do filmiku na YT:          http://youtu.be/u_9k0GB7j20

 

Obskubywała jeden jego brzeżek i wypluwała każdy kawałeczek. Skonsultowałam to z mężem przez telefon i podobno może tak reagować kiedy jest zła, ale tego nie jestem pewna.
Poldek też czasem pokrzykuje jakby był zły i tez nie wiem czemu. Teraz jak stukam w klawiaturę to też wrzeszczy. Może mu się nie podoba to moje stukanie  i tak śmiesznie potakuje głową. W ogóle to tak mało jest publikacji nt. papużek falistych, że nie ma skąd tych informacji czerpać

 Zastanawiam się już nad temperaturą w jakiej np. w zimę trzeba by zabezpieczyć papużkom. Zawsze wietrzyłam pokój kilka razy dziennie. Teraz będę musiała chyba tylko w drugim pokoju okno otwierać, bo jak mróz będzie np. -20 st. to chyba byłaby za duża różnica temperatur i mogłyby zachorować. No właśnie! Nigdzie na ten temat nie pisze.
  Jak wiecie o jakichś ciekawych publikacjach na temat falistych to dajcie znać.

Wzięłam z biblioteki taką cieniutka książkę \"Papużki faliste\" Kazimierza Jankowskiego z 1985 r. Jest tam trochę konkretnych wiadomości nt. hodowania papużek w domu. Przede wszystkim pisze tam, że zanim kupimy papużki powinniśmy się zdecydować w jakim celu je kupujemy, bo albo może to być woliera z hodowlą większej ilości ptaków, albo kupujemy jedna papużkę (najlepiej samca) żeby go nauczyć mówienia i różnych sztuczek, albo jedna lub kilka par papużek dla prowadzenia hodowli. W tym trzecim wypadku można przyjąć wersję hodowli specjalistycznej z odpowiednim doborem typów ubarwienia w celu otrzymania odpowiedniego potomstwa.
  Ja w każdym razie do żadnego tego opisu nie pasuję, bo najpierw kupiliśmy Polę, a potem dla towarzystwa Poldka i o żadnej \"hodowli\" nie myślałam. Dopiero w następstwie tego kupiliśmy większa klatkę i budkę lęgową ( i to jak widzę na przyszłość, bo niekoniecznie zaraz do rozrodu dojdzie).
Pisze w tej książce też, że klatka dla jednej pary papużek powinna mieć wymiary: 60/70/50 cm. Natomiast w klatce o dług. 1 m, wys. 90 cm i szer. 80 cm można pomieścić trzy do czterech par papużek umieszczając kadłubki na zewnątrz klatki. \"Mniejszej (odpowiednio: 70/40/40 cm) tez można użyć, ale większa gwarantuje lepsze wyniki hodowli\" - i dla mnie to już nonsens, bo 40 cm wysokości to naprawdę niewiele, a przy np. dwóch parach papużek to nie wiem gdzie miejsce na karmniki, budki, albo miejsce do latania. Inaczej przecież ptaki siedziałyby cały dzień na żerdziach. No, ale nie jestem znawcą i może faktycznie da się w takiej małej klatce zrobić hodowlę.
W międzyczasie jednak powiesiłam im ten większy karmnik na tylnej ściance klatki. Wsypałam tam trochę normalnej karmy i dosypałam trochę karmy z miodem. Czytałam gdzieś, że się tuczą od tego, ale przecież cały czas im tego nie daję, a moje papużki mają tyle miejsca w klatce, że chyba tak szybko nie utyją  Ten większy karmnik wisi tak, że papużki nigdy go nie zanieczyszczą, bo wiadomo, że pod żerdzią to byłoby możliwe.
Aaaaaaa  Pola wskoczyła przed chwilką do wanienki i się kąpała! Ale ubaw! Teraz ma cały brzuszek mokry. To ich godziny największej aktywności. Potem w południe już siedzą raczej bez ruchu, no i może jeszcze po południu harcują, ale teraz najbardziej.
Poradź coś jak możesz: papużka już drugi dzień skubie cały czas papier z dna klatki. Nie wiem czy czasami nie chce przenieść tych kulek do budki, bo wydaje mi się, że z tego papieru i nieczystości w klatce robi jakieś kulki i wypluwa je na dno klatki. Ech!  , chyba będą jednak młode. Strasznie się ostro do tego zabrała: Dziubie wapno, a potem energicznie zabiera się do robienia tych kulek. Samiec siedzi na żerdzi i ją ostrzega jak jest coś niepokojącego, albo uspokaja jak wszystko w porządku.
Papużki sa bardzo wrażliwe na zapachy (to też wiem od mojej nieocenionej znajomej).          Poldek dziś tak wrzeszczał, bo w kuchni zostawiłam garnek z woda na gazie i woda się niemal nie wygotowała i trochę sobie garnek \"przysmoliłam\'. Zapach, a raczej smród mógł być alarmujący. W ogóle Poldek tak się stara ochronić teraz samicę, że ciągle jak ona siedzi na jednej żerdzi to on albo przytulony do niej, albo z naprzeciwka daje jej głosem znać, że wszystko ok, albo krzyczy jak coś nie tak.
Uffff, bylebym sobie tej całej ideologii nie wmawiała....ale jak paręnaście dni temu słyszałam trele Poldka dla niej, to teraz widać, że ta parka jest jak małżeństwo, albo co najmniej dobre narzeczeństwo. Siedzą razem, bawią się razem i śpią razem przytulone do siebie. Cudnie to wygląda.




Jaka klatka, gdzie stoi...i jaką mam wspaniałą znajomą/przyjaciółkę 15-06-2011

 Mam na portalu www.mojeptaki.pl wspaniałą znajomą, która udziela mi podstawowych rad na temat papużek.
Najpierw mąż wymyślił, żeby takiej samej wielkości klatkę połączyć z tą pierwszą, żeby zwiększyć powierzchnię, bo prawde powiedziawszy to w M3 nie bardzo jest wiele miejsc, w których można taką klatkę umieścić. No i spytałam znajomej co ona na to. Powiedziała, że to dobry pomysł, tylko najlepiej zrobić to \"szeregowo\". Bardzo się ucieszyłam, bo wtedy swobodnie możnaby powiększyć \"mieszkanko\" papużek, a w razie potomstwa (z czym się tez liczę, bo przy tych zalotach jakie widzę, to niedaleko i do tego), będzie jakieś dodatkowe miejsce na wylęg. No i mąż by się ucieszył, bo tez się martwił, czy tak jednak można te klatki połączyć szeregowo. Tylko gdzie dać papugi podczas tego łączenia klatek? Chyba będzie trzeba je wypuścić do któregoś pokoju. 

Naprawdę ta rada związana z wielkością klatek była dla mnie na wagę złota, bo wtedy jeszcze (26 maja 2011) klatka stała na rogu meblościanki u góry. Wysokość klatki była praktycznie niewiele mniejsza niż ta nisza, czyli od górnej krawędzi mebli do sufitu, więc gdybym chciała w to samo miejsce wstawić wyższą klatkę to i tak nic by z tego nie wyszło. 
 
Notatki z 26 maja 2011 - Papużki kilka razy dziennie szaleją po klatce, jedzą, albo śpią. Wydaje mi się, że robią to o podobnych porach codziennie. Budzą się o przyzwoitej porze, bo np. o 5-tej jeszcze ich nie słychać, a dopiero koło 7-8 zaczynają swoje rozmowy. Tego się właśnie bałam, że będą skrzeczeć na tyle wcześnie, że pobudzą sąsiadów. Poldek jest chyba bardziej skrzekliwy, bo może samiec ma taki grubszy głos, ale i Pola czasem potrafi się wydrzeć. Komputer mam w drugim pokoju, więc w pierwszych dniach jak słyszałam taki wrzask to zaglądałam do nich i próbowałam rozszyfrować jaka jest tego przyczyna. Zawsze chyba chodzi o jedzenie i kolejność dojścia do karmnika. Czasem Poldek jest wyraźnie podekscytowany i wtedy tak wrzaśnie, ale zaraz potem biega po żerdce razem z Polą i coś tam do niej \"wygaduje\", aż ten jego \"monolog\" przechodzi w jakąś serenadę, bo podchodzi do niej jak najbliżej, zagląda jej w oczy i śpiewa tak przejmująco jakbyśmy w klatce mieli kosa, albo skowronka, albo kanarka. Te jego śpiewy rozrzewniają mnie dokładnie. Wtedy uświadamiam sobie jak pusto było tu bez papużek i już sobie życia bez nich nie wyobrażam.
Tę kratkę na komary i muchy jednak zaryzykowałam i wystawiłam, ale daleko od klatki i bliżej okna, które jest niemal cały czas otwarte na szeroko, albo uchylone, więc wentylacja jest chyba taka jak trzeba. Minął już tydzień i nie zaobserwowałam żeby papugi inaczej się zachowywały. Pewnie gdyby to był jakiś preparat, który działa na żywe stworzenia źle, to i ludzie odczuwaliby jakieś kłopoty z oczami i nosem (na opakowaniu pisało tylko zastrzeżenie o niemowlętach). Jednak będę miała tzw. \"oko\" na to, bo przyznam się, że i tak mam wątpliwości i może poszukam gdzieś na forum tematu, żeby się dowiedzieć więcej. W bloku nie da się inaczej, jeśli chcę mieć np. cały dzień otwarte okno w lato przez całą dobę. Mieszkanie jest bez balkonu, więc tyle mamy z tego lata, że mam dostęp do świeżego powietrza (chociaż tu na Śląsku nad jego świeżością też by można się zastanawiać \":lol:\" ). Nie używam za to żadnych odświeżaczy powietrza, a jak chcę odświeżyć zapach w domu, to zmieniam firanki i wycieram porządnie kurze woda z dodatkiem jakiegoś pachnącego płynu np. Ajaxu. Nie wiem tylko czy to też nie zaszkodzi papugom jeśli maja taki wrażliwy węch.
Jednak będę musiała się pozbyć niektórych doniczek, bo już wiem, że są szkodliwe dla papużek, ale to mały kłopot. Boje się też, że np. wkręca sobie pazurki w firanę i co wtedy?
Jak zmieniam im wodę, albo wsypuję ziarno to są płochliwe. Co będzie jak je wypuszczę i nie będą chciały wrócić do klatki? Czytałam tu na forum, że sposobem jest wtedy zgaszenie światła i złapanie ich w ręcznik, ale wydaje mi się to okropne, bo się wystraszą dokładnie.
Tak mało jeszcze wiem o tym jak z nimi postępować, dlatego wszystkie rady są dla mnie ważne, a moja znajoma ma doświadczenie i wie o papużkach niemal wszystko. Dlatego bardzo sie ciesze z każdej wiadomości od niej, bo daje mi najlepsze rady na świecie. Ma sporo praktyki w tym względzie.
A co wy dajecie swoim pupilom - falistym? Jakie smakołyki? Na forach piszą tak różnie, że nie sposób się w tym znaleźć. Jedni piszą żeby dawać zieleninki (tylko jakie?), a drudzy, że kapusta i sałata nie, bo dostają biegunki i cierpią. No i jeśli jabłko, albo marchewkę, to jak? w kawałku, czy zetrzeć na tarce? i gdzie to umieszczać? na dnie klatki na jakiejś miseczce?
 
RADA MOJEJ ZNAJOMEJ:
Jeżeli chodzi o lęgi, to nie zawsze do nich dochodzi. Papuzki są dość wybredne i muszą miec dobre warunki, zeby sie rozmnażac. Nawet przy dwóch parkach niekoniecznie może coś z tego wyjść. Najczęsciej jest tak, ze samica musi miec wybór, jak jest w duzej wolierze i tam jest kilku samców i samic, to wtedy lączą się w parki, a jedna jedyna w klatce parka rzadko się rozmnaża. Nawet jeżeli by doszlo do zapłodnienia, to parka musi miec spokój, budkę lęgową i odpowiednie pożywienie w trakcie lęgów. Jak uzna, ze warunki nie są wystarczające, to moze zjesc jaja, a nie je wysiadywać.

 

31 Maj 2011 r.

Zamiast łączenia klatek kupiliśmy im nowa większą. Mam nadzieję, że uda mi się dołączyć, albo umieścić na swoim koncie jakiś skromny filmik, bo nagrałam ich pierwszy dzień w nowej klatce. Tylko, że klatka stoi narazie na krześle, bo musimy znaleźć dla niej odpowiednie miejsce, a w 2-pokojowym mieszkaniu to jednak problem. Mam starą półkę z książkami, która ma taka wielka wnękę i ona by się świetnie na to nadawała, tylko muszę trochę przemeblować swój księgozbiór. No i przede wszystkim miałyby i zacisznie i bliżej okna, ale tak, że nie będzie bezpośrednio na nie wiało jeśli się np. otworzy. Kupiłam też taka niedużą matę z konopii (albo czegoś podobnego) do zasłaniania ewentualnego światła, albo w innych sytuacjach. W komplecie razem z nowa klatką była tez nieduża wanienka do kąpania. Może się przyda podczas upałów.
 

 

RADA MOJEJ ZNAJOMEJ:

Papużkom dobrze jest dawać wapienko kamienne do scierania dzioba i pozyskiawania minerałów. Można próbować dawać jablko i marchew, ale nie wszystkie papużki to lubią. W każdym razie jabłko raz na tydzień albo marchewka na pewno im nie zaszkodzi. Tylko nie starte. One maja bardzo silne dzioby. Można zawiesić im jablko na nitce, najlepiej białej, na klatce, to będa przy okazji miały zabawę. Sałatę można tez podawac, tylko nie pryskaną i nie często, tak raz na jakiś czas, raz na np. dwa tyg. Wtedy nie będą miały biegunki. Moga tez jesć gotowane ziemniaki, nie posolone. Trzeba zobaczyć co im poprostu smakuje.

Nie podawac rabarbaru i avocado, bo są trujące! Mango tez nie jest wskazane. Poza tym nie dawać orzeszków, bo, choć nie są trujące, to moga powodowac tycie i nadwagę u papug, zwłaszcz tych leniuchów domowych:)

 

 

Z jabłkiem na nitce fajny pomysł. Napewno skorzystam, bo papugi faktycznie lubią się bawić.
A nasze też chyba wolą gotowe jedzenie, więc nie ma problemu. Teraz dokupiliśmy jakieś proso z witaminami do zawieszania chyba na tych \"kiełbaskach\" jak ja je nazywam, tylko nie wiem jeszcze jak się to robi, bo pisze, że to jest z miodem, ale w paczce jest sypkie. Może się to jakoś przygotowuje.
Tylko obserwuję drugi dzień, że papugom chyba się nie podoba, że przestawiliśmy im klatkę do kąta za fotele. Chyba bardziej im się podobało jak wszystko obserwowały z góry. Tak źle i tak niedobrze. Miały malutką klatkę, teraz mają apartament więc chyba nie powinny narzekać. Może miejsce gdzie teraz stoi klatka jest zbyt ruchliwe i przez to czują się mniej bezpieczne. Zobaczymy jak już je na dobre ulokujemy w ich miejscu. Może wtedy będzie dobrze. Jedno mnie cieszy, że mają nareszcie drewniane żerdki. Widać, że czasami ocierają się dziobkami o to drewno, no i stabilniej siedzą na nich bo są trochę grubsze od tych plastikowych. Rano zawsze rozrabiają, biegają po całej klatce i przechodzą po jej kratkach nawet dookoła pomagając sobie dziobem. W ogóle mają chyba swoje pory na higienę i zabawę, więc nie jest tak źle. Czasem przysypiają, a potem znów bawią się w najlepsze.
Ja pewnie zwróciłabym uwagi na te ich zaloty w takich kategoriach, żeby myśleć, że będą kiedyś miały młode, ale mój mąż hodował kiedyś gołębie i twierdzi, że dopóki np. papuga nie będzie przekonana, że jest możliwe posiadanie gniazda, to nie da się papugowi zbliżyć do siebie. Muszę się jednak chyba zaopatrzyć w jakąś literaturę na ten temat (gadam tak już drugi tydzień i nic w tym kierunku nie robię. Chyba pójdę do biblioteki i coś wypożyczę. Z tego co widzę, jak Poldek opiekuje się Polą i stara się o jej względy, a ona wcale go nie odrzuca tylko nawet czasem zachęca do bliskich kontaktów - może by coś z tego wyszło. Klatka jest duża. Zmieściłyby się jeszcze dwie, albo trzy papugi.
Aż się boję co dalej będzie, bo zaczęło się od jednej papużki, a skończy na całej papuziej rodzince!  



RADA MOJEJ ZNAJOMEJ:

Co do wypuszcznia na pokój papużek - można to robić tylko pod warunkiem, że papużka tego sama chce, bo może się zdarzyć, że woli siedziec w klatce. Tak jak ludzie, papużki są czasami domatorami.  Przelatują np. dwa razy po pokoju i wracają do klatki. Pewnie dla lepszek kondycji papużki lepiej byłoby aby więcej latała, ale jeśli ma dużą wygodna klatkę to niekoniecznie. Jeśli juz wypuścimy papużki to musimy zabezpieczyć prawidłowo pokój tzn. pozbyć się trujących roślin z pomieszczenia, zabezpieczyc okna itp., a papużki powinny same tak po ok. godzinie wrócic do klatki, albo jak im się znudzi.

Rada z jakiegoś forum, że papużki jak nie chcą wrócić do klatki to najlepiej zgasić światło albo nakryć je szybko kocem i w ten sposób złapać to już chyba ostetczność ostatecznosc. Jeśli papużka daje się poglaskac w klatce, to na pewno da się tez dotknąc poza nia, na wszystko potrzeba tylko czasu, cierpliwości i łagodności właściciela. Wtedy po prostu złapiesz ja w rekę i włożysz do klatki. Łapanie sposobem \"na koc\" jest błędem, bo papużki się zrażą i będą sie bać każdego naszego ruchu.


08 czerwca 2011 r.

 

Ostatnio, czyli przez kilka poprzednich dni Poldek tak sobie gardło zdziera, że się dziwię, że jeszcze chrypki nie dostał . Już przedtem nadskakiwał tej samiczce, ale teraz to już chyba szaleju dostał. Ciągle jej wyśpiewuje, nadskakuje i czeka widocznie na jakiś efekt, a Pola chodzi jak caryca Katarzyna, czasem pozwoli mu się pocałować, poczesać dziobkiem, ale przeważnie widać, że jest twarda jak głaz. Tylko jak Poldek rezygnuje z tych zalotów, to jednak zaczyna go szukać i czasem sama zaczyna się \"dostawiać\" do niego i sama mu dziobka podsuwa. Tylko już trzeci dzień widzę, że Poldek zaczyna wariować, tzn. lata jak wariat po klatce i widać denerwuje go, że tak mało wzajemności w tych zalotach. Przedtem były same piękne trele, a teraz zaczyna już wykrzykiwać różnie. Nie wiem co to z tego dalej będzie, bo wczoraj kupiłam im domek, tzn. budkę lęgową i postawiłam na dnie klatki. Dałam w rogu kilka źdźbeł siana, żeby w razie czego sobie tam te gniazdko zrobiły, ale widzę, że narazie chyba nic z tego. Zresztą zobaczymy, co z tego wyniknie.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam, żę tę budkę lęgową kupiłam.
Aha, no i piór pełno w klatce. Chyba zrzucają piórka obydwoje, ale nie jestem z nimi 24 godziny i nie mogę z całą pewnością powiedzieć, czy jak mnie np. nie ma to się nie biją, ale chyba nie, bo coś jednak bym zauważyła. Jak Ty sobie radziłaś z tym bałaganem z pierza, jakie robią papużki? Ja od czasu do czasu wycieram lekko gąbką klatkę, ale i tak pełno kurzu zostaje.
Nawet teraz jak do Ciebie piszę, to Poldek wyśpiewuje takie trele, że sama się dziwię skąd mu się to bierze. Czasem myślę, że zamiast papużek kupiłam parę słowików, albo kanarków. Można rozpoznać, że niektóre trele chyba \"zmałpowały\" od ptaków za oknem. Okno jest non-stop otwarte to też słuchają.
Muszę jeszcze raz im klatkę przestawić, bo do drugiego pokoju. Żeby to zrobić muszę przemeblować swoje półki z książkami i poprzestawiać drukarkę i wieżę. Ciągle brakuje mi czasu żeby to zrobić i żal mi trochę papużek, że ich tak będę musiała znów zmuszać do oswajania się z nowym miejscem, ale nie mam wyjścia. Tylko tym razem to już będzie miejsce zaciszne, bliżej okna, ale nie w przeciągu.
Moja znajoma ma prawo czuć się współwłaścicielką i papużek i tego bloga, bo żeby nie Ona to najprawdopodobniej nie wiedziałabym ani połowy tego co teraz wiem o papużkach falistych, ani nie pisałabym tego bloga. 
 

 

RADA MOJEJ ZNAJOMEJ:

Wanienka do kąpania, jaką można dostać w każdym sklepie zoologicznym - to jedna z przyjemności jaką możemy zaserwować papużkom! Większość papug bardzo lubi się kąpać.  Do klatki możemy dac też drewniane gałęzie. Te kupione w sklepie są bezpieczne, ale można też dac im takie naturalne, krzywe gałęzie np. z wiśni, a jeśli nie jesteśmy pewni, że pochodzą z terenów ekologicznie czystych to lepiej je wcześniej wyparzyć.Taka gałąź trzeba umieścić w taki sposób żeby nie ograniczała zbytnio lotów papużek w klatce.

CDN.





Zaloty, flirty i serenady.... 23-05-2011

23 maja 2011 r.

 

Od dwóch dni Poldek ciągle wyśpiewuje takie trele, że sama słucham tego

z przyjemnością, a Pola chyba jest w nim zakochana po uszy, bo nawet jej zadziorny charakter jakoś stępiał. Czasem jeszcze próbuje nie dopuszczać samca do karmnika, ale po chwili już zmienia zdanie i tak podjadają sobie na zmianę. Poldek jest bardzo ruchliwy i potrafi wyprawiać taki harce w klatce, że chyba jakoś i Polę w to wciąga i razem rozrabiają aż miło.

Ciągle śpiewa jej serenady....Są tak piękne, że nietrudno się domyślić, że chce nimi zmiękczyć serce Poli, bo przy tym ciągle zagląda jej w oczy i dotyka jej dzióbka, albo delikatnie przeczesuje po jej głowie.

Cieszę się przede wszystkim z tego, że jednak Pola już nie jest taka zaborcza jak dawniej i nawet często sama inicjuje takie dotykanie dzióbkami. Najczęściej to jest po tych serenadach, więc chyba to też ich efekt.

Mało wiem o tych ich zalotach i muszę juz teraz na poważnie zaopatrzyć sie w jakąś literaturę żeby wiedzieć co i jak.

Jest juz z nich para jak się patrzy!

O dalszym rozwoju wypadków powiadomię wkrótce.

 




Jak to było na początku.... 23-05-2011

Papużki mamy od 05 maja 2011 r., czyli juz ponad 3 tygodnie.
Najpierw była Pola, a potem dokupiliśmy Poldka - 12 maja.
Papużka jak była sama zachowywała się swobodnie i harcowała już na drugi dzień. Dopiero kiedy dołączył do niej samiec zaczęłam się zastanawiać nad wieloma rzeczami. W pierwszy dzień wyglądało jakby się zaprzyjaźniły, ale na drugi, samica była niespokojna i każde z nich siedziało już na osobnym drążku, a nie tak jak w pierwszym dniu, na jednym
W starej klatce
Po 2-3 dniach było już lepiej, tzn. papużki siedziały na jednym drążku i samica nie próbowała cały czas spychać samca.
Trochę może przyczyniło się do tego to, że zjadły/obskubały całkowicie przysmak - kiełbaskę z prosa z miodem, która wisiała przy tym drążku na który samiczka Pola nie bardzo chciała wpuścić samca. Biegała po tym drążku wzdłuż niego ciągle jakby nie chciała dopuścić żeby samiec tu usiadł, w pobliże tego jej przysmaku. Była tu pierwsza i chciała dać znać samcowi, że to do niej tu wszystko należy. Nie było jakichś specjalnych bitew, ale czasami robiła w jego kierunku ruchy jakby go chciała dziobnąć. Czyli straszyła go dokładnie. Spadają czasem jeszcze na dno klatki i wydziobują to co im pospadało z tej kiełbaski.
Dziś jadły już z jednego karmnika, chociaż można zauważyć, że samiec musi się liczyć z samicą, bo ta jednak nadaje ton każdej czynności. Jedno mnie cieszy, że jednak siedzą razem i wygląda na to, że bawią też. Biegają po całej klatce, chodzą po całym okratowaniu i nawet bujają się razem na huśtawce. To dodatkowe miejsce do zabawy i siedzenia. Samiec w pierwszy dzień, niemal po kilkunastu minutach zrobił taką ewolucję na tej huśtawce, że zawiesił się pazurkami u samej jej nasady, a potem zszedł po jednym z drutów na samo siedzisko huśtawki. Wyglądało to tak, jakby chciał zaimponować samicy. No, ale widocznie na niej nie zrobiło to większego wrażenia skoro go tak próbowała zdominować.
Dziś wygląda na to, że bawią się razem i jedzą razem. Czasem spadają na dno klatki i wtedy nie widzę co tam wyprawiają, bo klatka stoi wysoko na meblościance i musiałabym za każdym razem lusterkiem podglądać chyba.
Klatka: wys. 42 (razem z podstawą, czyli korytkiem, które jest głębokie na 10 cm).
dług. 44 cm
szer. 27 cm
Sprzedawca doradzał pewnie dobrze, ale to było najpierw na jedną papużkę. Bawią się w niej świetnie, ale nie wiem właśnie co robić - czy nie trzeba kupić nowej klatki, większej? Zaczęliśmy kombinować, żeby kupić drugą taką samą i je połączyć (szeregowo, czyli jedna obok drugiej), żeby miały więcej miejsca, ale ja nie jestem do tego przekonana, bo zmieniłaby się tylko długość a nie wysokość powierzchni, po której mogłyby się poruszać. Co myślicie na ten temat?
Co do puszczania papużek w mieszkaniu tez nie wiem, bo mam po kilka dużych pnączy w doniczkach wiszących na ścianach i dużą stojącą roślinę koło okna i boję się, że w tych pnączach się mogą zaplątać, albo w firanie. Zresztą mam mnóstwo domysłów i wątpliwości na ten temat.
No i jeszcze jeden kłopot. Co roku w tym okresie/w maju wystawiam w mieszkaniu taka kratkę na owady - komary, muchy itp. Na opakowaniu pisze, że nie wolno wystawiać w pomieszczeniach, w których są dzieci i niemowlęta i inne środki ostrożności. Nie wiem czy to nie będzie szkodzić papużkom. Wentylacja jest dobra, bo okna sa otwarte niemal cały dzień, więc chyba nie byłoby w powietrzu takiego stężenia tego preparatu żeby inne stworzenia popadały. Miałam w tamtym roku tę kratkę i nie zauważyłam żeby była szkodliwa. Może ktoś ma podobne doświadczenia. Proszę o radę.
Margaret48
 
Posty: 4
Rejestracja: Śro 11 Maj 2011, 00:00



<< < 1 >> >>


Kontakt | Regulamin      © 2011 Napatyku.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.